Jerzy
Granowski 08.01.1984
Nagroda główna w konkursie PR Katowice na słuchowisko radiowe.
OBSADA: Uwaga! Rolę Kasi i Ani gra jedna aktorka, ponieważ żona –
Kasia mówi szeptem a kobieta – Ania – normalnie. Rolę kontrolera i naczelnika
gra jeden aktor. Kontroler mówi energicznie i stanowczo, służbowo, natomiast
naczelnik ma krótką kwestię i mówi z chrypką, charakterystyczną dla starszych
mężczyzn. W mieszkaniu dzwoni budzik. Słychać
wstawanie, ziewanie i przeciąganie się żony kierownika pociągu – Ani. Kroki,
włączenie radia, z głośnika słychać lekką i cichą muzykę. Ania krząta się w
kuchni, słychać szum wody wlewanej do czajnika, zapalanie gazu, dźwięk szklanki
na spodku itp. Ponownie słychać kroki i ściszony głos Ani, budzącej męża. ŻONA
- Andrzejku!
Wstawaj... Słyszysz? Wstawaj! KIEROWNIK - Co?... Co się stało? - pyta dość głośno,
ziewając. ŻONA
- Ciiii.. bo
małego zbudzisz. Wstawaj. Już czas bo inaczej spóźnisz się do pracy – (mówi
ciepło). KIEROWNIK
- Dobrze, dobrze już wstaję (przeciąga się i ziewa). ŻONA
- Co ci zrobić na drogę? Chcesz kawę do termosu? KIEROWNIK
-Tak, tak kochanie... koniecznie. Nie dawaj mi za dużo chleba bo w Lublinie
pójdę do stołówki. ŻONA
- Dwie kromki wystarczy? KIEROWNIK
- Tak kochanie... a gdzie mój krawat? ŻONA
- Co mówisz? KIEROWNIK
- O! Jest! Nic, nic, już go mam. ŻONA -
Już jestem Gotowa. Termos postaw pionowo bo coś przecieka. KIEROWNIK
- Wiem, wiem... ŻONA
- Wiesz i nic nie robisz. Zobacz w Lublinie, może tam są uszczelki. Aha! Kup
małemu spodnie, gdyż te przetarły się już na kolanach. KIEROWNIK
- Postaram się ale nie wiem czy będę miał czas. ŻONA
- Przecież, jak zajedziesz na szesnastą to zdążysz. KIEROWNIK
- Może zdążę a jak się opóźnimy? ŻONA
- To jedźcie planowo. KIEROWNIK
- A czy to tylko od nas zależy. Chcemy jechać planowo ale wiele przyczyn i
sytuacji na planową jazdę pociągu się składa. ŻONA
- Wiem o tym, żartuję przecież. Jędruś... a powiedz mi kiedy wrócisz? Co? Mały
zapomni jak ojciec wygląda. Ciągle jesteś w pracy. (Mówi ciepło i pieszczotliwie) KIEROWNIK
- Tak, wiem. Myślę o tym... myślę. ŻONA
- On chce iść z tobą na boisko pograć w piłkę bo Kowalski ze swoim Dareczkiem
chodzi a naszemu jest smutno. KIEROWNIK
- Wiem kochanie. Mnie także jest smutno ale... służba nie drużba. ŻONA
- A jak z tą twoją nową posadą? KIEROWNIK
- Jaką posadą? - pyta, udając zaskoczonego. ŻONA
- No... dyspozytora drużyn konduktorskich... KIEROWNIK
- A skąd o tym wiesz? ŻONA
- Kowalska mi o tym mówiła. KIEROWNIK
- Ale to nic pewnego - mówi z dozą rezygnacji. ŻONA
- Jak wrócisz idź do naczelnika i porozmawiaj. Przecież on ci proponował bo
wie, że podołasz. Wtedy będziesz na miejscu, więcej zarobisz, no i dla nas
będziesz miał więcej czasu. Będziemy żyć jak normalna rodzina. Widzisz jak
Kowalscy żyją? KIEROWNIK - Eee! Ty tylko...
Kowalscy, Kowalscy. Myślę nad tą sprawą. To nie takie proste. Czy dam
radę? ŻONA
- Ty sobie nie poradzisz? (Uśmiecha się) Nie takie problemy przez te
wspólne lata przeżywaliśmy i spisywałeś się dzielnie. Kierownictwo też to
widzi. Lepiej nie wykręcaj się. Zrób to dla nas... Cooo? Skarbieee. Przecież
kochamy ciebie i chcemy byś przy nas był zawsze. A jak mały będzie się
cieszyć... KIEROWNIK
- Ja też was kocham i pragnę aby było jak najlepiej... (Mówi nieco zamyślony) ŻONA
- No widzisz. Ale lepiej idź bo nie zdążysz. Jak wrócisz to porozmawiamy. KIEROWNIK
- Dobrze kocha... ŻONA
- Ty! Już piąta, biegnij, szybko... - przerywa mu, wchodząc w słowo. KIEROWNIK
- O cholera! Zagadaliśmy się, już idę. To pa. (Słychać pocałunek) Jak wrócę to
pójdę z małym pograć w piłkę. Ucałuj go. ŻONA
- Dobrze, dobrze, pa! Słychać
otwarcie i zamknięcie drzwi, oddalające się kroki i narastający przerywnik muzyczny. Narasta lekko tło dworca kolejowego. W drugim
planie megafonistka zapowiada odjazd pociągu: „Uwaga! Uwaga! Pociąg osobowy do
Lublina... (lekkie wyciszanie) odjedzie... W tym czasie słychać odgłos
przejeżdżającego pociągu. Na tle specyficznego życia dworca słychać zbliżające
się kroki kierownika pociągu, który zdyszany wchodzi do przedziału służbowego. KIEROWNIK - Cześć! MASZYNISTA - Serwus, Andrzej! Jedziemy? KIEROWNIK - Za pięć minut, według mojej
„cebuli”. MASZYNISTA - Czas się zgadza. O! Widzę, że masz nowe
ostrzeżenia na trasę. KIEROWNIK
- Jest ich do cholery. Dwa przy remontach mostów, jedno przy wymianie szyn i
jeszcze przy jakichś robotach torowych. Prawie 15-cie minut opóźnienia. MASZYNISTA
- Znowu ludzie będą psioczyć. KIEROWNIK
- Jak im to ulży, niech psioczą. Lepiej ograniczyć prędkość przy robotach
torowych, aniżeli wykoleić się i nie dojechać do celu. MASZYNISTA
- Wytłumacz im to. O! Już mamy wyjazd! KIEROWNIK
- A dyżurnej się nie spieszy – mówi, podchodząc do drzwi. No, wyszła
wreszcie (mówi spokojnie i zaraz woła) - Wsiadać proszę! Odjazd! Pociąg rusza, kierownik
zatrzaskuje drzwi i idzie na swoje miejsce w kabinie. W drugim planie słychać
stukot kół. KIEROWNIK
- No! Jedziemy! - mówi zadowolony. Nie znoszę czekania na wyjazd. Stukot kół
uspakaja mnie. Lubię taką muzykę. MASZYNISTA - Tak, tak. To dobrze jak wszystko idzie bez
przeszkód i planowo. KIEROWNIK - Zresztą, kto tego nie lubi... MASZYNISTA - Andrzej! Zobacz jaka śliczna... KIEROWNIK
- A skąd tu sarenka? Zobaczyć na Śląsku sarenką na wolności to nie lada sukces. MASZYNISTA
- Chyba się zabłąkała. KIEROWNIK
- Możliwe... Zapalisz? MASZYNISTA
- Daj! Słychać trzask zapalniczki i
kaszel. MASZYNISTA
- Co za świństwo! - mówi, krztusząc się. KIEROWNIK
- Drogie dziadostwo i do wyrzucenia. MASZYNISTA
- Muszę to rzucić, bo rano nie można wytrzymać. KIEROWNIK
- Próbowałem ale nic z tego nie wyszło, za duża nerwówa. Chyba żebym zmienił
pracę. MASZYNISTA
- Za młodu zachciało się być dorosłym. KIEROWNIK
- Uważaj! - prawie krzyczy. Semafor czerwony! MASZYNISTA
- Cholera! Co się z nim dzieje? (hamuje – słychać syk powietrza). KIEROWNIK
- Uszkodzony. Patrz jak się zmieniają światła. MASZYNISTA
- Jak na dyskotece. Ale to sygnał wątpliwy. Stoimy, nie? KIEROWNIK
- Zatrzymaj i ruszamy na zwolnionych obrotach, bo czort wie co się dzieje...
Może to tylko zwarcie w zasilaniu... MASZYNISTA
- Dobrze. Ale obserwujmy szyny, może być przerwana. KIEROWNIK - Już mam dość. Dostaję oczopląsu! Trzeba
zgłosić na stacji. Niech usuną usterkę. MASZYNISTA
- No. – mówi z zadowoleniem. Już dobrze. Następny semafor świeci na zielono.
Musiało być zwarcie. Po chwili ostre stukanie kół,
terkot żelastwa. MASZYNISTA
- Psia krew! – klnie głośno. KIEROWNIK
- Hamuj! – krzyczy z przerażeniem. Maszynista hamuje, słychać świst
powietrza i pisk żelastwa. Pociąg zatrzymuje się. MASZYNISTA
- Zobacz co się stało! – mówi głęboko oddychając. Słychać otwieranie drzwi.
Kierownik wyskakuje z pociągu na żwir podtorza. Słychać kamienie, zsypujące się
z nasypu... KIEROWNIK
- Cholera! – krzyczy z oddali. – Chyba nogę skręciłem. MASZYNISTA
-Tylko tego brakowało! Patrz! Konduktor cię woła. KIEROWNIK
- Idę tam a ty uważaj! Albo chodź ze mną. MASZYNISTA
- Dobrze! – wyskakuje z pociągu na żwir nasypu, krzycząc przy tym. – Hoooplaaa! Słychać z oddali rozmowę i szum
wiatru. KIEROWNIK
- Jednak szyna. MASZYNISTA
- Dobrze, że nie zjechaliśmy na pobocze. KIEROWNIK
- Chyba uda nam się przejechać? Co? MASZYNISTA
- Ale będzie jazda, niech to... KIEROWNIK
- Chodźmy do kabiny a konduktor będzie dawał znaki, gdyby coś nie tak. KIEROWNIK
- No, ruszaj powoli! - Pociąg rusza, wolno stukają koła na stykach szyn. –
Dobrzeee! – ciągnie dalej kierownik. - Powoli, spokojnie... Zatrzymaj! MASZYNISTA - Co tam? – słychać syk powietrza. KIEROWNIK
- Konduktor przykłada do szyny podkład, albo belkę. Co tam jest!? – krzyczy z
otwartych drzwi do konduktora. I ciągnie dalej. – No, dobrze już. Ruszaj wolno. MASZYNISTA
- Jak tam? KIEROWNIK
- No, przejechaliśmy. – mówi z uczuciem ulgi. MASZYNISTA
- Aż mi ulżyło. Jedziemy? A konduktor wsiadł? KIEROWNIK
- Tak. Wsiadł. Jedź ile się da. Musimy nadrobić choć trochę. Cholera. Pół
godziny straciliśmy. MASZYNISTA
- Diabli tam pół godziny. Najadłem się strachu aż mi serce dudni. KIEROWNIK
- Myślisz, że moje spokojne? Dobrze, że tylko tak się skończyło a mogło być
gorzej. MASZYNISTA
- Zapisz to w raporcie i w mojej marszrucie. KIEROWNIK
- Już zapisane... Trzeba zgłosić niech zamkną tor bo jeszcze jaka „kupa” z tego
będzie... KIEROWNIK
- Z godzinnym opóźnieniem ale szczęśliwie dotarliśmy do celu MASZYNISTA
- Nareszcie wypocznę... KIEROWNIK
- Do której sklepy czynne? Bo muszę synkowi kupić jakieś portki. MASZYNISTA
- Chyba do osiemnastej. Zdążysz. (Słychać sygnał pociągu) KIEROWNIK
- Co trąbisz? MASZYNISTA
- Niech uważają i odsuną się od toru. Stukot kół zwalnia się aż do
zatrzymania, syk powietrza i trzask otwieranych drzwi. MASZYNISTA
- Wysiądą ludzie to zamykamy jednostkę i idziemy do noclegowni, co? Może
wyskoczymy na jakąś kawę? KIEROWNIK
- Nie będę miał czasu, bo muszę iść na zakupy, a po drugie nie śpię w
noclegowni... MASZYNISTA
- Jak to? – mówi, śmiejąc się. KIEROWNIK
- Mam tu krewnych, muszę ich odwiedzić, nie? W Rzymie być i nie widzieć papieża
to jakoś nie tak. MASZYNISTA
- (Z drwiąco-żartobliwym tonem) Ty i rodzina. Bujasz. Na pewno masz tu
jakąś babkę. Ty, jak to z tobą? KIEROWNIK
- (Broni się) Coś ty! Dzisiaj!? Musiałbym zwariować! Skąd na to brać pieniądze?
I tak ledwie wiążemy koniec z końcem. MASZYNISTA
- Eee, czarujesz, ale niech ci tam będzie jak mówisz. KIEROWNIK
- Dobra, dobra. Lecę bo sklepy zamkną jak będziemy tak sterczeć. Muszę jeszcze
iść do dyżurnego ruchu. MASZYNISTA - To leć! Jutro w
pociągu się zobaczymy, tylko się nie spij. Bo diabli wiedzą gdzie ty idziesz! – mówi to, śmiejąc się. Słychać oddalające się kroki, w tle gwar dworca i narastający krótki
przerywnik muzyczny, po którym akcja rozpoczyna się w mieszkaniu. Słychać
krzątanie się w kuchni. Mycie naczyń, szczęk szkła i garnków, szum wody.
Kobieta nuci sobie piosenkę. Przy drzwiach dzwoni gong. Kobieta przerywa
śpiewanie, zakręca kurek i idzie do drzwi. KOBIETA - A któż to może być?
– mówi półgłosem. Przekręca
zamek i otwiera drzwi. KOBIETA - Wszelki duch ...! Kogo
widzę! – mówi zaskoczona. KIEROWNIK - Cześć Aniu! – wita się wesoło. Chyba mnie nie
wygonisz, co? KOBIETA - Coś ty. Wchodź dalej
i rozbieraj się! – mówi z zadowoleniem. Witają się
– słychać cmoknięcia. KIEROWNIK - A gdzie jest Magdusia? Przywiozłem jej lalkę. Rozpakowuje
prezent. Słychać szelest papieru pakowego. KOBIETA - Jaka piękna. A to
się Magdusia ucieszy... KIEROWNIK - A gdzie ona jest? KOBIETA - Wysłałam ją do babci.
Jest tam już cały miesiąc. KIEROWNIK - Szkoda. Bardzo się stęskniłem za wami. KOBIETA -To dlaczego nie
pisałeś? – mówi z wyrzutem. Myśmy także tęskniły za tobą. Magda ciągle pyta o
ciebie. Tylko świecę przed nią oczami. KIEROWNIK - Przepraszam, ale wiesz ile mam pracy. Ciągle w
podróży i nie mam czasu. Taki los. KOBIETA - Ty ciągle mówisz to
samo. Ale wchodź dalej i rozgość się! Stanęliśmy w przedpokoju, jakbyś miał zaraz
wychodzić. – mówi wesoło. KIEROWNIK - No właśnie. KOBIETA - Będziesz coś jeść? KIEROWNIK - Nie, dziękuję bardzo... KOBIETA - To zrobię coś do
picia. Może chcesz kawy? KIEROWNIK - Z przyjemnością. Dobrze mi zrobi bo jestem
trochę zmęczony, wzmocni mnie. KOBIETA - Idź do pokoju a ja
nastawie wodę. Kierownik wchodzi do pokoju a
kobieta mówi nadal, tyle że z kuchni. KOBIETA - Wiesz jak się
cieszę, że przyjechałeś! (Słychać dźwięk szklanek) KIEROWNIK - Ja również się cieszę. – Odpowiada. KOBIETA - Chcesz mocną? KIEROWNIK - Tak skarbie. Chyba nie zapomniałaś jaką piję? KOBIETA - Przez pół roku
twojej nieobecności... Głos
się zbliża i słychać brzęczenie szklanek niesionych do pokoju.
KOBIETA - ...mogłabym zapomnieć,
ale zrobiłam ci jaką lubisz. – mówi, śmiejąc się i stawiając szklanki na stole.
A tu ciasteczka, które sama piekłam. KIEROWNIK - Ooo! Przecież wiem bo to mój przysmak. Ale mów
co u was słychać? KOBIETA - Jakoś leci, tylko
nam brakuje ciebie. Wiesz? Mama bardzo się niepokoi. Pytała o ciebie i ... nie
wiedziałam co powiedzieć. Nie znam twoich myśli. Mogę żyć
sama, ale wiesz, ludzie... no i Magda. KIEROWNIK - A co u niej słychać? KOBIETA - Wszystko dobrze,
dalej prowadzi szklarnię z kwiatami. Ona chce wiedzieć kiedy wreszcie założymy
rodzinę. Taką prawdziwą... Ty myślisz, że to dla mnie nie
ma znaczenia? Też marzę o prawdziwym domu... Ale ty mnie nie słuchasz! Coś się
tak zamyślił? KIEROWNIK - Przepraszam. – Mówi nieco zaskoczony. Trochę
jestem zmęczony. Wybacz kochanie. KOBIETA - To się połóż. Ja też
bym się położyła. Cały dzień na nogach... Przestawimy ławę co? KIEROWNIK - Myślę, że to świetny pomysł. A nie spodziewasz
się nikogo? KOBIETA - Nie... Chyba żeby mama
niespodziewanie przyjechała... KIEROWNIK - Tego by brakowało... – rzucił półgłosem. KOBIETA - Mówiłeś coś? KIEROWNIK - Ależ skąd. Cieszę się, że się położymy. KOBIETA - Ty tylko o jednym.
Nic się nie zmieniłeś... – mówi śmiejąc się. KIEROWNIK - A chciałabyś? KOBIETA - Tylko w jednym
przypadku, żebyś wreszcie pomyślał o terminie ślubu. Kładź się a ja włączę telewizor. KIEROWNIK - Nie włączaj. KOBIETA - Jak sobie życzysz,
ale mamy przed sobą całą noc. KIEROWNIK - Nie tak znów całej, przecież muszę o czwartej
wstać. Nie zapomnij o budziku. KOBIETA - Z tobą tak zawsze...
Posuń się do ściany... (kierownik stęka i przesuwa się a kobieta kontynuuje
wypowiedź) Raz przyjechałbyś na dłużej. KIEROWNIK - Kiedyś przyjadę. KOBIETA - Wiesz jak Magda
cierpi... W przedszkolu śmieją się, że jest bachorem. Nie raz odbierałam ją zapłakaną. KIEROWNIK - Wiek kochanie, że nie jest wam lekko... KOBIETA - Powiedz mi co stoi
na przeszkodzie. Praca? Chyba nie, bo kierowników też potrzebują. Zarobek?
Może niższy ale cóż znaczą pieniądze.
Mama powiedziała, że da nam tyle...A może? A może masz jakąś dziewczynę? KIEROWNIK - (Całuje ją i mówi) Ależ kochanie... Kocham was
bardzo, nawet niewyobrażasz sobie jak. Ale mam kłopoty - (Chwilę zastanawia
się) kłopoty większe niż przypuszczasz
(Mówi z pewnym wahaniem). Gdybym mógł... KOBIETA - Nie powiesz chyba, że jesteś
– mówi, zawieszając głos. KIEROWNIK - (Zaczyna mówić wolno, z wahaniem)
-Nooo.. wiesz... hhmmm... maam żonę i
ssyna. KOBIETA - O Bożeee! – prawie
krzyczy i zaczyna płakać –a ja, a ja myślałam... a ty!? KIEROWNIK - Wiem.. KOBIETA - Mogłam się tego
domyślać... A ty! A ty zrobiłeś największe świństwo! Jak jakieś bydlę! Wiesz co ty jesteś...- mówi to szlochając,
prawie krzycząc. KIEROWNIK - Aniu! – mówi podnieconym głosem. KOBIETA - Jesteś najzwyklejszą
świnią! KIEROWNIK - Aniu! KOBIETA - Puść mnie chamie
jeden! (Wyrywa się kierownikowi wstaje ze skrzypiącej wersalki i okłada go
pięściami, oddycha ciężko i krzyczy) Ty! Ty świnio! KIEROWNIK - Daj spokój! Słyszysz!? KOBIETA - Daj spokój? Nie! Nie
pozwolę żeby taka szuja... KIEROWNIK - Przestań! (Słychać szarpaninę i brzęk szklanek
na ławie) KOBIETA - Jaka byłam głupia!
Wierzyłam... Przez tyle lat oszukiwałeś mnie i Magdzię... KIEROWNIK - Aniu! KOBIETA - Puść mi rękę! KIEROWNIK - Nie oszukiwałem... Nie pytałaś! KOBIETA - O co miałam pytać!?
O to czy ci na rękę to świństwo wobec nas i twojej żoneczki!? Co? KIEROWNIK - A ty myślisz, że mi lekko. Też mnie to wszystko
dręczyło. Też stoję na rozdrożu... KOBIETA - A nie wiedziałeś o
tym, że jesteś żonaty? KIEROWNIK - Gadasz głupstwa! Było nam przecież dobrze... KOBIETA - Myślisz idioto, że
do szczęścia jest mi, nam, potrzebne tylko twoje dobrze? Taką dobroć mogę mieć
na każdym kroku. Chwila
milczenia. Słychać ciężkie oddechy kobiety i mężczyzny. KOBIETA - Ubieraj się! – mówi
zdecydowanym głosem i trochę opanowanymi emocjami. KIEROWNIK - Aniu – mówi trochę wystraszonym głosem –
rozwiążemy to jakoś... KOBIETA - Jak to sobie
wyobrażasz? KIEROWNIK - Nnnooo... wiesz... KOBIETA - Wiem jak będzie –
mówi już spokojnie i zdecydowanie. Podchodzi do drzwi, przekręca zamek i je
otwiera. -
Wynoś się! – mówi podniesionym głosem. KIEROWNIK - Co ty, Aniu! KOBIETA - Wynoś się stąd!
(Głos się natęża) KIEROWNIK - Porozmawiajmy – mówi, próbując ratować sytuację
– nie żartuj... KOBIETA - (Krzyczy) Wynoś się
chamie! Nie mam już nic do powiedzenia!!! Spieprzaj
i niech cię już nie widzę na oczy! (Głos niesie się echem po korytarzu) KIEROWNIK - (Ściszonym, wystraszonym głosem, jakby wstydził
się, że usłyszą sąsiedzi) - Nie krzycz. Uspokój się. Ciiiicho. Kierownik wychodzi, słychać trzaśniecie drzwi i w tle narasta z
wyciszenia przerywnik muzyczny. W pociągu. W tle słychać stukot kół. Na pierwszym planie rozmawia
maszynista z kierownikiem pociągu. Od czasu do czasu słychać gwizd sygnału
jednostki elektrycznej. MASZYNISTA - Ej! – zaczepnym, wesołym głosem mówi do
kierownika – jeszcze się nie pochwaliłeś jak tam było u tej twojej... KIEROWNIK - Co ty,
co... – broni się – jakiej mojej. Mówiłem ci przecież, że byłem u rodzinki. MASZYNISTA - Dobrze, dobrze niech ci będzie, że u rodzinki.
Tylko tak jakoś niewyraźnie wyglądasz i myślałem... KIEROWNIK - Śmiejąc się, trochę sztucznie, odpowiada –
Dobrze, że potrafisz myśleć. A po wtóre zdaje ci się. Ale dawaj marszrutę,
muszę ją wypełnić. Maszynista
podaje dokument. Słychać szelest papieru i mówi dalej, niby do siebie, niby do kierownika. Słychać syk powietrza – hamowanie
pociągu. MASZYNISTA - No patrz, psia krew! Znowu ten semafor.
Trzymają do ostatniej chwili a ty jak głupi musisz wyhamowywać. Utrzymaj tu
planową jazdę... No, jest zielone. Syk
powietrza ustaje. Maszynista daje krótki sygnał, krótki gwizd i zaczyna sobie
podśpiewywać i pogwizdywać na przemian aż do wyciszenia. W drugim planie
słychać zatrzymanie pociągu, gwar dworca, trzaskanie drzwiami, odjazd.
Przerywnik muzyczny i w trakcie wyciszania wchodzą głosy. MASZYNISTA - Kierowniku! Kierowniku! KONTROLER - Halo!
Szefie... Co panu? Śpi pan czy co? MASZYNISTA - Kierowniku! Co panu... Chory pan? KIEROWNIK
- Co? Mi? – pyta wyrwany z rozmyślań i zaskoczony sytuacją – Aaaa nic,
nic! Przepraszam, to głowa. Głowa mnie boli. KONTROLER - To trzeba było iść do lekarza – mówi
służbowym głosem – a nie wybierać się do służby. KIEROWNIK -
Przejdzie, panie kontrolerze, To chwilowe. Nie wziąłem ze sobą tabletek... KONTROLER
- Tylko ta pańska chwila trwała zbyt długo! Gdyby to był maszynista to nie wiem
gdzie moglibyśmy zajechać. Nie zauważył pan nawet trzech semaforów pod którymi
musieliśmy się zatrzymać! No... Ale chciałem sprawdzić raport z jazdy i
marszrutę.
Szelest kartek. KONTROLER - O! Co widzę! Nie napracował się pan
zbytnio. Nawet odjazdu z Lublina pan nie wpisał!? Jak to
rozumieć? MASZYNISTA - Uzupełni się – mówi, próbując bronić kierownika
– panie kontrolerze... KONTROLER - Nie pytam pana co się zrobi... Sam
doskonale wiem! MASZYNISTA - Przepraszam pana... KONTROLER - Stwierdzam fakt i wyciągnięte z tego będą
konsekwencje. Jesteście opóźnieni a tu ani be, ani me... KIEROWNIK -
Już wpisuję... KONTROLER - Ja też, ale do notatnika. Będziecie
ukarani. To niedopuszczalne! KIEROWNIK - Przecież... MASZYNISTA - Panie kontrolerze, to opóźnienie jest z powodu
robót torowych. Były ograniczenia... KIEROWNIK - O! Widzi pan ograniczenia? Na całe 15
minut. Od Wolbromia do Sławkowa. KONTROLER -...ale 10% z premii zabiorę... KIEROWNIK
I MASZYNISTA – (Prawie równocześnie mówią prawie błagalnym głosem) Ale to pierwszy raz. Już to się nie
powtórzy, Panie kontrolerzeee... KONTROLER - No dobrze, jeszcze się zastanowię... O!
Widzę, że już pan uzupełnił dokumenty. KIEROWNIK - Jak pan widzi, – mówi zadowolony – panie
kontrolerze. Słychać
pisk hamulców i zatrzymanie pociągu. W drugim planie słychać charakterystyczny,
megafonowy głos spikerki: Uwaga! Uwaga! Tu stacja Sosnowiec Południowy.
Opóźniony pociąg osobowy z Lublina do Katowic odjedzie z toru pierwszego przy
peronie trzecim. Proszę wsiadać.. Powtarzam... KONTROLER - Ja tu wysiadam. Do widzenia panom. MASZYNISTA I KIEROWNIK - Do widzenia... – odpowiadają
równocześnie – panie kontrolerze. KONTROLER - Zastanowiłem się. Ale żeby to było ostatni
raz! KIEROWNIK - Tak jest! Już się nie powtórzy – krzyczy
wesoło – Wsiadać! Odjazd! (Zamyka drzwi jednostki) - Cholera! Wpadka na całego! MASZYNISTA - Tak, tak... ale co się z tobą? Kłopoty?
Widziałem go i wołałem na ciebie a ty jak w hipnozie. Nie było już czasu a
on... KIEROWNIK - Nic się nie stało. Zamyśliłem się,
ale i tak dobrze się skończyło. A jeśli chodzi o kłopoty to kto ich nie ma? MASZYNISTA - To też fakt.
Narasta stukot kół i przerywnik
muzyczny. Tło
korytarza, słychać kroki. W oddali otwierają się drzwi. Do idącego kierownika
zbliża się naczelnik. KIEROWNIK - O cholera! Naczelnik! – mówi półgłosem do
siebie – Jednak nie uniknąłem dzisiaj tego spotkania. - Dzień dobry panie
naczelniku! NACZELNIK - O! Widzę, że wrócił pan cały i zdrów. –
mówi zachrypniętym głosem - Cieszę się. KIEROWNIK - Obyło się bez kłopotów, panie naczelniku! NACZELNIK - To dobrze! Aha! Podjął już pan decyzję w
sprawie dyspozytury... bo tylko pana tam widzę.. no i zysk będzie niemały. Co
pan na to?
Głos naczelnika zanika powoli i natęża się przerywnik muzyczny. KONIEC
SŁUCHOWISKA Jerzy
Granowski
Słuchowisko radiowe
p.t. „DECYZJE”
04.03.1984 emisja w PR Katowice w audycji „Mikrofon i Muzy”.
Reżyseria Jerzy
Połoński, realizacja dźwiękowa Elżbieta Szklarczyk przy współpracy Ireny
Brodowej,
obsada aktorska: Ewa Leśniak, Maria Kępińska, Wojciech Leśniak, Jerzy
Połoński i Ryszard Zaorski.