* * *

już na powitanie podano mi z saturatora
ocet i
poczęstowano świstem pejcza
budowaliśmy piramidy
by zadośćuczynić wielkomałym
za czyje grzechy
postanowiłem uciec raz jeszcze
                                      w ostateczność
na oślep i bez biletu
odjechałem pierwszym lepszym pociągiem
wyrzucono mnie oczywiście
bez żadnych środków do życia

ponowna decyzja – powrót
w grupie łatwiej przetrwać
odwróciłem się
a rozbiegani po pustyni handlarze wołali
                       cytrynada w woreczkach!
niestety nie miałem już sił na rozwarcie
zamurowanych gorącym piaskiem
                                                ust
a była to ostatnia szansa przed
                                  rozdrobnieniem



Jerzy Granowski